05.01.2010

Wreszcie mamy w Polsce wyż demograficzny!

STATYSTYKA. Od roku 2008 widać znaczny wzrost liczby urodzeń. Dane za rok 2009 z pewnością tę tendencję potwierdzą.

Pierwsza Małopolanka 2010 roku przyszła na świat w Szpitalu przy ul. Siemiradzkiego w Krakowie. Wczoraj szczęśliwą mamę Danutę Sermet wraz z córeczką Gabrysią odwiedził marszałek Marek Nawara i wręczył czek na wyprawkę o wartości 2 tys. zł. Fot. Anna Kaczmarz

Przed rokiem nie mówiło się jeszcze o nadejściu demograficznego wyżu, tylko o "echu demograficznym".

Oznaczało to, że zakładają rodziny i rodzą dzieci kobiety z wyżu demograficznego lat 80. Dopiero w roku 2009, kiedy porodówki zaczęły pękać w szwach, a pediatrzy alarmowali, że znacznie wzrosła liczba dzieci z chorobami wrodzonymi (gdyż wzrosła ogólna liczba urodzeń), uznano, że wyż jest faktem. Mimo to, jak wynika z badań biura statystycznego Eurostat, Polki nadal rodzą najmniej dzieci spośród wszystkich kobiet krajów Unii Europejskiej.

Najgorszy pod tym względem był rok 2005 - w całym kraju urodziło się wówczas 364 tys. dzieci. W konsekwencji zanotowaliśmy ujemny (o 4 tys.) przyrost naturalny.

- W 2008 r. po raz pierwszy od lat w Polsce została przekroczona liczba 400 tys. urodzeń - przyszło na świat ponad 413 tys. dzieci. W Małopolsce urodziło się prawie 37 tys. dzieci - blisko o 3 tys. więcej niż w roku poprzednim - mówi prof. Ryszard Lauterbach, konsultant wojewódzki ds. neonatologii. - W województwie był to największy od 10 lat wzrost liczby urodzeń. Nie ma jeszcze dokładnych danych za rok 2009, ale z pewnością potwierdzą one wyraźną już tendencję wzrostową.

W starzejącym się społeczeństwie wzrost liczby urodzeń jest zjawiskiem korzystnym. Czy jednak jesteśmy na to przygotowani?

Prof. Lauterbach zapewnia, że nie grozi nam, iż kobieta z braku miejsc będzie musiała rodzić na szpitalnym korytarzu. Coraz więcej jest także miejsc, gdzie może rodzić godnie, choć niestety, są i takie szpitale, gdzie kobiety leżą po 9 na sali.

Najwięcej kobiet z Krakowa i okolic wybiera szpital ginekologiczno-położniczy przy ul. Ujastek w Nowej Hucie. Śliczne pokoiki, 90 łóżek, rzadko brakuje miejsca. - Mamy 300-400 porodów w miesiącu, myślę, że najwięcej w Polsce - mówi dr Leszek Juszczyk, ordynator oddziału ginekologiczno-położniczego.

Szpital im. Żeromskiego w Nowej Hucie przyjmuje ok. 200 porodów miesięcznie (oddział dysponuje ok. 70 łóżkami). W Szpitalu Uniwersyteckim są trzy oddziały ginekologiczno-położnicze, na trzech piętrach, każdy z innym ordynatorem. Łącznie rodzi się tu ok. 250 dzieci miesięcznie. Zaletą tego szpitala jest obecność oddziału neonatologii, który zajmuje się także wszystkimi trudnymi porodami z patologii ciąży. W Szpitalu im. Rydygiera, który dysponuje pokojami 1- i 2-osobowymi z węzłem sanitarnym, rodzi zaledwie ok. 100 kobiet miesięcznie. Jednym z najlepszych oddziałów ginekologiczno-położniczych w Małopolsce może poszczycić się szpital w Nowym Targu. Zmieniły się na korzyść także oddziały w Zakopanem, zmienia się w Myślenicach.

Więcej dzieci w lepszych szpitalach

Kiedy już zapadnie decyzja o powiększeniu rodziny, wówczas pojawia się problem: gdzie rodzić? Gdzie można nie martwić się o bezpieczeństwo własne i dziecka?

Gdy kilka lat temu ruszyła akcja "Rodzić po ludzku", wydawało się, że czasy uprzedmiotowienia rodzących kobiet mamy za sobą. Niestety, dla wielu kobiet poród w dalszym ciągu oznacza upokorzenie, brak intymności, obelżywe słowa i rubaszne dowcipy. Co tak naprawdę znaczy "rodzić po ludzku"?

- To znaczy rodzić w przyjaznej atmosferze, otrzymując od personelu pomoc, radę i wsparcie. Czasem pozornie tak mało istotne, jak uścisk dłoni czy pokrzepiające słowo. Sprzęt i wyposażenie ma tu drugorzędne znaczenie - mówi dr Piotr Marszał, ordynator oddziału ginekologiczno-położniczego w Szpitalu im. Rydygiera w Krakowie.

Marszałowi można wierzyć. W 2006 r. był ordynatorem ginekologii i położnictwa w krakowskim Szpitalu im. Żeromskiego, który zajął w akcji "Rodzić po ludzku" I miejsce w Polsce, zdobywając pięć gwiazdek za nowoczesny trakt porodowy i pięć serc za podejście personelu do pacjentek.

Z raportu pod tytułem "Opieka okołoporodowa w Polsce" wynika, że w polskich szpitalach coraz szerzej respektowana jest potrzeba porodu rodzinnego, a ponad połowa placówek nie pobiera z tego tytułu opłat. Dziś, trzy lata później, jest pod tym względem jeszcze lepiej. W Krakowie nie ma chyba ani jednego oddziału położniczego, gdzie poród rodzinny byłby niemożliwy. Większość szpitali nie pobiera za to żadnych opłat, choć są wyjątki.

Jest jednak jeszcze wiele do zrobienia, chcąc osiągnąć obowiązujące w Europie standardy. W woj. małopolskim około jedna trzecia rodzących kobiet nie otrzymuje - mimo zgłaszanej potrzeby - znieczulenia zewnątrzoponowego (z powodu braku anestezjologów).

Z badań fundacji "Rodzić po ludzku" wynika, że choć porody są bezpłatne, ponad 40 proc. kobiet do nich dopłaca. I choć prawo wyraźnie zakazuje publicznym szpitalom pobierania opłaty za świadczenia medyczne od ubezpieczonych pacjentów, na oddziałach położniczych to dość częsta praktyka.

I tak np. poród rodzinny, deklarowany jako darmowy, w niektórych placówkach kosztuje od 100 do 500 zł. Znalezienie "wolnego" anestezjologa, który przeprowadzi znieczulenie zewnątrz-oponowe, może kosztować do 500 zł. Osobista opieka położnej to koszt rzędu 500-1500 zł. Prywatna opieka lekarza - od 1000 do 2000 tys. zł.

Gdzie rodzić w Krakowie? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Na forach internetowych te same szpitale i oddziały mają tyle samo zwolenniczek, co przeciwniczek. Spójrzmy więc, jak głosują "nogami" kobiety rodzące.

Najwięcej kobiet z Krakowa i okolic wybiera szpital ginekologiczno-położniczy przy ul. Ujastek w Nowej Hucie. Śliczne pokoiki, 90 łóżek, rzadko brakuje miejsca. - Mamy 300 - 400 porodów w miesiącu, myślę, że najwięcej w Polsce - mówi dr Leszek Juszczyk, ordynator oddziału ginekologiczno--położniczego. - Nie stawiamy pacjentkom żadnych ograniczeń. Mogą rodzić w dowolnej pozycji, na krześle, na sznurze, nawet w wodzie, w trybie porodu rodzinnego, do czego mamy przygotowane pokoje. Jeśli nie ma przeciwwskazań medycznych, zawsze dostają znieczulenie na żądanie. Bezpłatnie - podkreśla lekarz, dodając, że jedyne, za co pacjentka płaci, to poród w wodzie.

Szpital im. Żeromskiego nadal cieszy się dobrą opinią, mimo że mamy muszą korzystać z toalety na korytarzu, pokoje są wieloosobowe, a wystrój sal archaiczny. Przyjmuje się tu ok. 200 porodów miesięcznie (oddział dysponuje ok. 70 łóżkami). Część w znieczuleniu, ale - jak przyznaje dr Andrzej Gach, kierujący tutejszym oddziałem ginekologiczno-położniczym - anestezjolodzy są zajęci, więc czasem po prostu nie mogą przyjść do rodzącej. Wszystko, włącznie ze szkołą rodzenia, jest bezpłatne.

- Mamy dobry zespół lekarzy i świetne położne - zapewnia dr Gach. - Dlatego, choć warunki lokalowe są gorsze niż gdzie indziej, mamy nadal dobrą opinię i kobiety nam ufają.

W Szpitalu im. Rydygiera, gdzie oddział liczy 40 łóżek, a sale połogowe są ładnie urządzone, najwyżej dwuosobowe, z własnymi węzłami sanitarnymi, rodzi się tylko ok. 100 dzieci miesięcznie. - Jako szpital publiczny nie uprawiamy marketingu, ale opieka, jaką oferujemy jest na najwyższym poziomie - przekonuje dr Piotr Marszał.

Na forum internetowym oddział zbiera dużo pochwał. Życzliwość, sympatia i "za nic nie musiałam płacić" - jak ze zdziwieniem oznajmia jedna z internautek.

W Szpitalu Uniwersyteckim są trzy oddziały ginekologiczno--położnicze, na trzech piętrach, każdy z innym ordynatorem. Ten zdumiewający twór administracyjny budzi niezrozumienie także wśród pacjentek, co widać w wypowiedziach na forum. Łącznie rodzi się tu ok. 250 dzieci miesięcznie. Zaletą tego szpitala jest obecność oddziału neonatologii, który zajmuje się wcześniakami. Podobnie od roku jest na Ujastku. Dla rodzącej kobiety z pewnością fakt ten działa uspokajająco. "W razie czego" jej dziecko znajdzie szybką pomoc.

Elżbieta Borek

elzbieta.borek@dziennik.krakow.pl

Gabrysia urodziła się w Nowym Roku pierwsza

Pierwsza Małopolanka 2010 roku przyszła na świat o północy w Szpitalu przy ul. Siemiradzkiego w Krakowie (w tym samym, w którym w 2001 roku przyszła na świat pierwsza Małopolanka XXI wieku). Dziewczynka ma na imię Gabrysia. Wczoraj szczęśliwą mamę Danutę Sermet wraz z córeczką odwiedził marszałek Marek Nawara i wręczył czek na wyprawkę o wartości 2 tys. zł. - Bardzo się cieszę i gratuluję, zwłaszcza że pierwsza Małopolanka przyszła na świat w szpitalu, który jako pierwszy przekształcił się w niepubliczny zakład opieki zdrowotnej - mówił Marek Nawara. Troje kolejnych Małopolan 2010 urodziło się 1 stycznia o godz. 0.01. Były to same dziewczynki. Urodziły się w szpitalach im. Narutowicza w Krakowie, powiatowym w Bochni i Szpitalu im. Śniadeckiego w Nowym Sączu. (PP)

wydrukuj wyślij dodaj do dodaj do

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - Wydawnictwo Jagiellonia S.A., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz